Bez glutenu na słodko/ Ciasteczka/ Wegańskie

Kokosanki bez glutenu

kokosanki bez glutenu

Proste kokosanki bez glutenu, jaj i mleka, na bazie wiórków kokosowych i mielonych migdałów. Są dosyć tłuste, a więc syte, dlatego nie da się ich zjeść zbyt dużo 😉 Myślę, że nie trzeba piec blachy ciasta z kremem, żeby mieć coś słodkiego w domu pod ręką 😉 Parę sztuk zawsze zmieści się w szkolnym plecaku czy damskiej torebce. U nas przebojem były popękane ciasteczka w pudrowej skorupce, a jeszcze wcześniej owsiano ryżowe z ziarnami. Zawsze to lepsza alternatywa dla gotowych produktów.

kokosanki bez glutenu

Tym razem jako słodzidła użyłam nierafinowanego cukru trzcinowego z odrobiną cukru kokosowego (nie pomijajcie!). Warto zaopatrzyć się w cukier kokosowy, gdyż nadaje wypiekom słodko karmelowego smaku i zapachu. Wystarczą 2-3 łyżki do ciasta, żeby zyskało na walorach cukierniczych.

Kokosanki bez glutenu, jaj i mleka

kokosanki bez glutenu

Kokosanki bez glutenu

Print Recipe

Ingredients

  • *1 szklanka (250 ml) wiórków kokosowych
  • *1 szklanka mąki ryżowej (u mnie pełnoziarnista)
  • *1 szklanka mielonych migdałów
  • *1/2 szklanki zmielonego na puder cukru trzcinowego
  • *2 łyżki cukru kokosowego
  • *2 łyżki oleju kokosowego
  • *1 łyżka octu spirytusowego lub ryżowego
  • *1/2 szklanki wody
  • *1 łyżeczka proszku do pieczenia

Instructions

1

Wszystkie składniki połącz w malakserze. Powinno wyjść zwarta, lepka masa - jeśli jest sypka i nie klei się, dolej odrobinę wody i ponownie miksuj.

2

Formuj kuleczki wielkości orzecha włoskiego, układaj na papierze do pieczenia i piecz 18-20 minut w 180 °C z termoobiegiem lub do czasu aż ciasteczka zrobią się złote.

Notes

Część kokosanek można zaraz po uformowaniu obtoczyć w wiórkach (przed pieczeniem), jednak nie jest to konieczne.

Aby do wiosny…

Tęsknię do wiosny, choć nie jest to takie radosne (podniecające?) oczekiwanie jak kiedyś … Pamiętam, jak byłam dzieckiem, zimą każdego ranka zaglądałam z nadzieją przez okno w moim pokoju, czy w nocy napadał już śnieg? Uwielbiałam jazdę na sankach … do czasu, kiedy mając chyba z 18 lat wybrałam się z koleżankami autobusem w pobliskie góry. Wzięłam wtedy swoje długo nieużywane sanki z piwnicy oraz śliczne sztruksowe spodnie z zagranicy (u nas nie było takich fanaberii). I pierwszy zjazd z ośnieżonej górki był zarazem moim ostatnim 😉 Wystający gwóźdź w sankach rozdarł mi spodnie na całej pupie 😛 a że kurtkę miałam krótką, resztę popołudnia spędziłyśmy na poszukiwaniu igły z nitką, żebym nie musiała wracać z majtkami na wierzchu. Dzisiaj się z tego śmieję, ale wtedy to było tragikomiczne … i jakoś nie lubię już zimy. Chyba, że na ładnym obrazku 😉 I tylko przy kominku. Może słuchając takiej piosenki?

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply